Obrońcy Lwowa. Najmłodsze Orlęta

Czy dość powszechna opinia, iż przynależność państwowa Lwowa w listopadzie 1918 toku, a więc u zarania odzyskania przez Polskę niepod­ległości, wywalczyła polska młodzież znajduje uzasadnienie w faktach? Historyk może odpowiedzieć: W znacznej mierze tak, gdyż po konfrontacji źródeł archiwalnych rysuje się następująca statystyka udziału młodocianych w wilce o Lwów po stronie polskiej.

Najmłodszych obrońców Lwowa w wieku do lat siedemnastu było w su­mie 1421, w tym jeden liczył 9 lat, siedmiu – 10 lat, dwóch – 11 lat, trzy­dziestu trzech – 12 lat, siedemdziesięciu czterech – 13 lat, stu dwudziestu siedmiu – 14 lat, dwustu pięćdziesięciu siedmiu – 15 lat, trzystu osiemdzie­sięciu czterech – 16 lat, pięciuset trzydziestu sześciu – 17 lat. Spośród uczą­cej się młodzieży udział w obronie Lwowa brały 1374 osoby, w tym uczniów szkół powszechnych było 16, szkół średnich 518, szkół akademic­kich 612, szkół zawodowych 65 i innych zakładów naukowych 163.

Z powyższych danych wynika, że 1421 obrońców nie miało w czasie li­stopadowych walk o Lwów osiemnastu lat. Stanowili oni jedną czwartą pol­skiej siły zbrojnej, która wystąpiła przeciw ukraińskiemu zamachowi stanu i do odsieczy z 21-22 listopada 1918 r. opanowała znaczne obszary miasta. Spośród tych, którzy padli, 13-letni Antoś Petrykiewicz i 14-letni Jurek Bitschan zajęli w legendzie lwowskich Orląt pozycje centralne.

Antoś Petrykiewicz

Podczas uroczystości na Jasnej Górze 3 maja 1976 r. przemawiający tam generał Roman Abraham powiedział: „Najmłodszym żołnierzem ochotni czym w moim oddziale Góry Stracenia w listopadzie 1918 r. był uczeń II klasy gimnazjalnej Antoni Petrykiewicz, lat 13. W walce był nie­ustępliwy. Padł z bronią w ręku na Persenkówce. Podałem go wraz z inny­mi obrońcami do najwyższego odznaczenia Krzyżem Virtuti Militari. Podczas raportu składanego Naczelnikowi Państwa w Belwederze prosiłem o zatwierdzenie listy żołnierzy przedstawionych do tego odznaczenia. Marszałek Józef Piłsudski zaakceptował ten wniosek.”

Do dnia dzisiejszego Antoni Petrykiewicz jest najmłodszym kawalerem Krzyża Virtuti Militari.

Biogram Antosia jest tak krótki, jak jego życie. Gdy pod Persenkówką otrzymał śmiertelną ranę, z placu boju próbowała wynieść go sanitariuszka Stanisława Klimkowska-Bieńkowska, później znana malarka mieszkająca w Szczecinie. Niestety bezskutecznie. Otrzymała trzy kule i omal nie przypłaciła swego poświęcenia życiem. Niewiele więcej można powiedzieć o rodzinie Antosia Petrykiewicza, która mieszkała na lwowskim Znie­sieniu. Ojciec, Kasper Petrykiewicz (1862-1930) miał tam niedużą posiadłość i był podobno wój­tem tej dzielnicy. Antoś miał trzy siostry i czterech braci. Wszyscy Petrykiewicze brali udział w obro­nie Lwowa, a czterech z nich spoczęło na Cmentarzu Orląt. Oprócz Antoniego, którego prochy złożono w katakumbach, byli to: jego ojciec Kasper, stryj Michał i brat Zygmunt. Pozostałych: Marię, Janinę, Julię, Józefa, Romana (1901-1986) i Tadeusza los rozrzucił na różne szerokości geograficzne od Bytomia do Stanów Zjednoczonych. To Antosia Petrykiewicza miał m.in. na myśli Henryk Zbierzchowski pisząc:

W pamięci ten żołnierz mały,
Który obronił Lwów
Dla Polski Chwały:
Czapka większa od głowy,
Pod którą widać włos płowy.

Krzysztof Lang w fabularyzowanym filmie dokumentalnym pt. Obrona Lwowa (premiera 2 maja 2009) poświęcił Antosiowi Petrykiewiczowi przej­mujący epizod przedstawiający jego śmierć i pogrzeb.

Jurek Bitschan

Starszy o rok od Petrykiewicza Jurek Bitschan, urodzony w 1904 r., gimnazjalista, harcerz, był synem z pierwszego małżeństwa Aleksandry Zagórskiej, komendantki Ochotniczej Legii Kobiet. Od pierwszych dni walk we Lwowie rwał się na linię frontu, ale ojczym doktor Stanisław Zagórski, znany lwowski lekarz, umiejętnie powstrzymywał emocje i wolę pasierba. Było to trudne za­danie tym bardziej, że matka Jurka była wśród wal­czących. W końcu chłopiec zdobył się na niesubordy­nacje. Wieczorem 20 listopada zostawił ojczymowi na biurku bilecik z informacją:

 

 

 

 

 

Kochany Tatusiu, idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę na tyle siły, by móc służyć i wytrzymać. Obo­wiązkiem też moim jest iść, gdy mam dość sił, a wojska braknie ciągle dla oswobodzenia Lwowa. Z nauk zrobiłem już tyle, ile trzeba było. Jurek

W ciemną noc zgłosił się do kompanii kulparkowskiej w chwili, gdy współdziałając z wojskami od­sieczy ruszała ona do boju w kierunku Pohulanki i Snopkowa. Nie chciano go zabrać z kompanią z po­wodu wieku, ale ubłagał dowódcę porucznika Stani­sława Bergmana, twierdząc, że spaliłby się ze wstydu, gdyby miał wrócić do domu, gdyż ojczym zapewne już znalazł jego liścik. Bergman zgodził się, ale po­wierzył opiekę nad Jurkiem doświadczonemu żołnie­rzowi, chorążemu Aleksandrowi Śliwińskiemu.

Po zajęciu Snopkowa Jurka postawiono na warcie. Porwani zapałem bojowym ochotnicy zapragnęli pójść dalej i zaatakować główne siły ukraińskie zgromadzone w koszarach naprzeciwko Cmentarza Łyczakowskiego. Wydawało im się, że pod osłoną drzew i nocnych ciemności podejdą pod same koszary, i wykorzystując zaskoczenie, zmuszą ukraińską załogę do poddania.

Oddział idący na cmentarz przechodził koło budki strażniczej w której stał na warcie Jurek. Ktoś krzyknął: „Chodź z nami, nie ma czego tu pilnować”. Jurkowi nie trzeba było powtarzać. Chwycił karabin i dołączył do szeregu. Na atak od strony cmentarza Strzelcy Siczowi odpowiedzieli miażdżącą ripostą. Z obu stron posypał się grad pocisków. Jurek strzelał zza pomnika między kaplicami Barczewskich i Fogtów. W pewnym momencie jego opiekun chorąży Śliwiński krzyknął: „Przeskocz na drugą stronę. Tu jest bezpiecz­niej i lepiej”. Jurek wbiegł na środek alejki cmentarnej i w tym momencie dostał kilka kul, które podcięły mu nogi. Zawołał: „Jestem ranny”. Upadł i w pozycji leżącej próbował strzelać dalej. W tym momencie Śliwińskiego pocisk ugodził w głowę. Porucznik Adam Plutecki podczołgał się i przeniósł Jurka o pa­rę kroków dalej za kaplicę Barczewskich, gdzie tamując krew, bandażował mu rany na nogach. W trakcie wykonywania opatrun­ku kula strzaskała Pluteckiemu ramię w łok­ciu. Strzelanina od strony koszar stała się tak silna, że atakujący zmuszeni byli wycofać się w kierunku Pohulanki, zostawiając rannych i zabitych. Zginęli wówczas komendant od­działu rzeszowskiego chorąży Władysław Żmuda, porucznik Józef Wysocki z krakowskiej legii oficerskiej, szeregowcy z Rzeszowa: Jerzy Łoboz, Franciszek Całka, Tadeusz Czeżowski i Adam Boro oraz sze­regowcy z Jarosławia Piotr Roman i Norbert Rakowiecki – przeważnie uczniowie gimnazjum. Po pewnym czasie wysłano po rannych sanitariu­szy z noszami, ale nie mogli oni dotrzeć pod kaplicę Barczewskich z powo­du miażdżącego ognia karabinów Strzelców Siczowych i wrócili z chorą­gwią czerwonego krzyża podziurawioną jak rzeszoto.

Nastepnego dnia ojczym znalazł Jurka martwego. Leżał na skrwawionym śniegu. Nieopodal, za rozbitym kamiennym krzyżem, znaleziono ciało chorążego Śliwińskiego. Obu tymczasowo pochowano w tym miejscu. W pogrzebie uczestniczyła młodzież z gimnazjum Bitschana. Kilka lat później, po wy­lewaniu katakumb na Cmentarzu Orląt, przeniesiono tam zwłoki Jurka.

Urodzony w Sztokholmie Maciej Szukiewicz (1870-1943), poeta, dramaturg i tłumacz, był jednym z pierwszych, który podał poetycką wersję ostatnich godzin życia Jurka Bitschana:

Pamięci Jurka Bitschana

W granatowym mundurku, wątlejszy od chabin,
Nie pacholę, lecz dziecko, pomykał zaułkiem.
Gdzież ty wleczesz ten większy od ciebie karabin?
Dokąd chłopcze?

– Z studenckim połączyć się pułkiem.
Brat poszedł, tato poszedł i ja chcę tak samo,
Tylkom się dłużej od nich żegnał z moją mamą.
Płakała, gdym odchodził…

Wróć, wojna nie żarty.
– Ja wrócę, proszę pana, ale jak do Sparty,
Z nią, albo…
Cicho, zamilcz, mrok się czarny wlecze,
Posłyszy cię nie w porę i jeszcze urzecze
– Powrócę!…

I powrócił, lecz nie z nią, a… na niej!

Bardzo popularną w okresie międzywojennym była Ballada o Jurku Bitschanie do słów Anny Fischerówny, w której poetycką wersję śmierci lwow­skiego orlęcia przedstawiono następująco:

Mamo najdroższa, bądź zdrowa.
Do braci idę w bój!
Twoje uczyły mnie słowa,
Nauczył przykład twój.

Pisząc to Jurek drżał cały.
Już w mieście walczył wróg,
Huczą armaty, grzmią strzały,
Lecz Jurek nie zna trwóg!

Wymknął się z domu, mknął śmiało,
Gdzie bratni szereg stał,
Chwycił karabin w dłoń małą,
Wymierzył celny strzał.

Toczy się walka zacięta,
Obfity śmierci plon.
Biją się polskie Orlęta
Ze wszystkich Lwowa stron.

Bije się Jurek w szeregu,
Cmentarnych broni wzgórz,
Krew się czerwieni na śniegu
Ach! Cóż tam krew. Ach! Cóż?!

Jurek za chwilę upada,
Lecz wnet podnosi się,
Pędzi, gdzie wrogów gromada,
Do swoich znów się rwie.

Rwie się, lecz pada na nowo…
Ach, mamo, nie płacz! nie!…
Niebios Przeczysta Królowo!
Ty dalej prowadź mnie!

Żywi walczyli do rana,
Do złotych słońca zórz.
Ale bez Jurka Bitschana,
Bo Jurek nie żył już.

Piosenka ta odegrała ogromną rolę w mitologizacji Bitschana. Maria Kraus-Ristan w swoich wspomnieniach pisze, że „piosenkę o Jurku Bitschanie śpiewali wszyscy, śpiewał cały mój Przemyśl, śpiewałyśmy na obozach, kolo­niach, akademiach, śpiewali ją polscy jeńcy w obozach podczas II wojny świa­towej. Nie znali jej w całości, lecz ostatnie zwrotki i te śpiewano dla dodania sobie sił do przetrwania i pokrzepienia.

W miarę jak rosła popularność tej piosenki, chyba prawem paradoksu, kompletnie zapomniano autorów tego utworu. Nawet profesor Zofia Kurzowa i Jerzy Habela w monografii Lwowskie piosenki uliczne, kabaretowe i okoliczno­ściowe,  Kraków 1989, podali, że jest to utwór anonimowy. Tego samego zda­nia był doktor Stefan Uhma, wydawca antologii lwowskich piosenek w Lon­dynie w 1973 r.

Dopiero w 1996 r. Danuta Łomaczewska, znakomita warszawska fotograf­ia, autorka i wydawczyni antologii poezji patriotycznej, miłośniczka Lwowa, upomniała się o pamięć dla Fischerówny, mając wielkie trudności z napisa­niem jej biogramu.

Kim była więc Anna Fischerówna? Urodziła się we Lwowie 26 stycznia 1887 r. i tam ukończyła prywatne renomowane gimnazjum Zofii Strzałkowskiej, a następnie studia filologiczne (polonistyka, łacina) na Uniwesytecie Lwowskim, uzyskując stopień doktora. Była siostrą (względnie stryjeczną siostrą) biskupa Karola Józefa Fiszera, sufragana przemyskiego. Od roku 1911 uczyła języka polskiego i filozofii klasycznej w Seminarium nauczycielską w Przemyślu i z tym miastem związana była najdłużej, aż do śmierci, która nastąpiła około 1950 roku. Mieszkała w kamienicy na Rynku przemyskim. Pisarz Przemysław Bystrzycki, z pochodzenia przemyślanin, pamięta Fischerównę jako świetnego pedagoga, autorkę popularnych czytanek historycznych o Tadeuszu Kościuszce, Arturze Grottgerze, Adamie Mickiewiczu.

Muzykę do jej wiersza o Jurku Bitschanie napisał ksiądz Józef Polit, ka­techeta w szkołach przemyskich, poeta, kompozytor i lekarz – samouk, któ­ry zasłynął jako „genialny ustawiacz kręgosłupa”, miał bowiem rzadkie zdolności manualne. Po 1989 r. dużą popularność zyskała Ballada o Jur­ku Bitschanie w wykonaniu Emiliana Kamińskiego.

Najmłodszą osobą pochowaną na Cmentarzu Orląt był Oswald Anissimo, lat 6. To dziecko zostało zamordowane wraz z całą rodziną 18 listopada w ra­mach akcji represyjnej zapowiedzianej przez atamana Wytowskiego, iż będą dziesiątkowani mieszkańcy tych budynków, z których padną strzały do wojsk ukraińskich. Zabito wówczas również ojca Oswalda, 33-letniego Michała Anissimo – żołnierza legionistę, z zawodu elektromontera. Ojca i małoletnie­go syna pochowano na Cmentarzu Orląt w jednej wspólnej mogile.

Za każdą mogiłą na Cmentarzu Orląt kryje się jakiś dramat. Oto histo­ria 16-letniego Józka Matyki. Był synem listonosza z Tarnopola. We Lwo­wie mieszkał u rodziny i chodził do gimnazjum. Gdy wybuchły walki o Lwów, Józek zwrócił się do swojej starszej siostry Ewy z prośbą, aby napi­sała mu w imieniu ojca przebywającego w Tarnopolu zgodę na wstąpienie w szeregi walczących, albowiem bez takiego zezwolenia dowódcy odcinków nie chcieli przyjmować młodocianych ochotników. Długo kusił siostrę, ob­darowywał ją jabłkami. W końcu uległa jego namowom i list taki napisała Chłopiec chwycił kartkę i pobiegł do Śródmieścia. Do domu już nigdy nie wrócił. Po miesiącu przyszła dozorczyni z kamienicy przy Ogrodzie Jezuickim z pytaniem, czy tu mieszkają państwo Matykowie. „Tak” – odpowie­działa Ewa. — „Mam przykrą wiadomość — usłyszała w odpowiedzi. – W czasie walk o Ogród Jezuicki przyniesiono do naszej bramy rannego w brzuch chłopca. Bardzo cierpiał. Wił się w bólach. W gorączce szeptał: «Mamo, ra­tuj!» Umierając powiedział, że nazywa się Józef Matyka i prosił, aby powia­domić o jego śmierci siostrę. Pochowaliśmy go – mówiła dozorczyni — pod drzewem w Ogrodzie Jezuickim. Teraz trwają ekshumacje i zwłoki są przewożone na tworzony Cmentarz Orląt. Więc proszę zająć się tą sprawą, aby nie umieszczono na jego grobie tabliczki «nieznany żołnierz» .

Siedemdziesiąt lat później, podczas spotkania autorskiego w Legnicy podeszła do mnie 90-letnia staruszka i powiedziała: „W swojej książce wy­mienił pan nazwisko mego brata, nie podając okoliczności jego śmierci. Na­zywam się Ewa Matyka. To ja jestem winna śmierci mego brata Józka, bo jak biblijna Ewa dałam się łatwo skusić jabłkiem i napisałam tę nieszczęsną «zgodę». Gdybym wówczas tego nie zrobiła, mój brat by pewnie żył. A te­raz ja już tyle lat żyję ze świadomością winy za tę śmierć”. Oto jeszcze jeden wymiar tragedii, którą przyniosły listopadowe walki o Lwów.

źródło: Stanisław Sławomir Nicieja „Lwowskie Orleta. Czyn i legenda”, Warszawa 2009

Jedna myśl na temat “Obrońcy Lwowa. Najmłodsze Orlęta

  • 13 listopada 2019 o 14:28
    Permalink

    Kaplica Barczewskich czy Baczewskich?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *