Kpt. Zdzisław Broński ps. „Uskok”

„Polska tonie w czerwonej powodzi… Istnieje przysłowie, że „tonący brzytwy się chwyta”, jakże ono obecnie pasuje do wielu Polaków! Toniemy – a nadzieja, której się chwytamy – pozostaje niestety tylko przysłowiową brzytwą”.

Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, Pamiętnik, 1 V 1949 r.


Urodził się 24 grudnia 1912 r. w Radzicu Starym (gm. Ludwin, pow. lubartowski) w rodzinie chłopskiej, syn Franciszka i Apolonii z d. Warhulskiej. Był trzecim dzieckiem; miał starszych – siostrę i brata oraz młodszą siostrę. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do gimnazjum w Lublinie, którego nie ukończył. W 1934 r. powołany został do służby wojskowej w 50 pp. we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukończył szkołę podoficerską. Do rezerwy został przeniesiony w stopniu plutonowego. Po odbyciu służby wojskowej pracował w gospodarstwie rodziców. Był członkiem miejscowego koła Związku Młodzieży Wiejskiej „Siew”.

WOJNA I OKUPACJA

Zmobilizowany 14.08.1939 r., kampanię wrześniową odbył jako d-ca plutonu ckm w 50 pp 27 DP [WP] od Borów Tucholskich aż w okolice Grudziądza, gdzie w połowie września dostał sie do niewoli niemieckiej i osadzony został w stalagu II B w Hammerstein (między Piłą a Szczecinem). Po ucieczce z obozu jenieckiego w październiku 1940 r. powrócił w rodzinne strony.
Za pośrednictwem kolegów z „Siewu” nawiązał kontakt z Polską Organizacją Zbrojną, a po jej scaleniu z Armią Krajową (jesień 1942 r.) został dowódcą placówki AK nr XIV a w Radzicu Starym. Placówka wchodziła w skład I Rejonu w Obwodzie AK Lubartów Inspektoratu AK Lublin i liczyła 82 osoby. Zastępcą Brońskiego był plut. Jan Przypis „Szaruga”.
Pod koniec 1943 r. na terenie tej placówki powstał oddział partyzancki Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Oddział liczył ok. 40 żołnierzy, a w okresie akcji „Burza” (lipiec 1944 r.) doszedł do stanu ok. 60. osób. Formalnie oddział zatwierdzony został rozkazem lubelskiego inspektora AK w połowie maja 1944 r. i wszedł w skład odtwarzanej 3 komp. VI baonu 8 ppleg. AK.
W lipcu 1944 r. „Uskok” wraz ze swym oddziałem został przydzielony do 27 Wołyńskiej DP AK i przebił się z nimi w rejon Czemiernik, a następnie podjął samodzielne działania. Stoczył kilka walk z Niemcami, m.in. w rejonie Ludwina (obecnie pow. łęczyński) stoczył potyczkę z pododdziałem Wehrmachtu, w której stracił jednego zabitego i dwu rannych, biorąc do niewoli 7 Niemców.

PO „WYZWOLENIU”

Po okupacji niemieckiej „Uskok” pozostał w podziemiu. Od sierpnia 1944 r. pełnił funkcję zastępcy, a następnie komendanta I rejonu obwodu AK Lubartów. Po przesunięciu w styczniu 1945 r. linii frontu na zachód, zorganizował oddział partyzancki liczący ok. 20 osób i przeprowadził z nim szereg akcji przeciwko funkcjonariuszom MO i UB oraz urzędom. Rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj z dnia 1 czerwca 1945 r. awansowany został „Uskok” do stopnia porucznika czasu wojny. Po oficjalnej likwidacji konspiracji poakowskiej (rozwiązanie Delegatury w sierpniu 1945 r.) „Uskok” i jego podkomendni nie skorzystali z zarządzonej przez dowództwo DSZ akcji „rozładowania lasów”.
Wcześniej, bo 25.05.1945 r. został mianowany komendantem OPL II w Obwodzie WiN Lubartów krypt. „Leontyna” i tym samym wszystkie oddziały partyzanckie i drużyny dywersyjne działające w obw. lubartowskim WiN zostały podporządkowane jego dowództwu a on sam podlegał bezpośrednio komendantowi OPL w Inspektoracie, mjr cc Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”, który – po nieudanej próbie przejścia do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech – rozpoczął odtwarzanie swego zgrupowania. O dalszym pozostaniu „Uskoka” i jego żołnierzy w podziemiu, obok czynników natury ideowej, zaważyła też niewiara w możliwość powrotu do normalnego życia wobec represji „ludowej władzy” w stosunku do ludzi podziemia.

ZNOWU W WALCE

Od połowy 1945 r. oddziały „Uskoka” prowadzą ciągłe działania przeciw przedstawicielom komunistycznej władzy. Z 10 na 11.05.1945 r. w Spiczynie, pow. Lubartów, na zabawie zorganizowanej przez członków PPR z okazji zakończenia wojny, na miejscu rozstrzelano 11 osób (w tym 2 funkcjonariuszy PUBP w Lubartowie, 3 milicjantów, pozostali to członkowie PPR), uprowadzono 3 osoby, które następnie rozstrzelano (w tym wójta gminy Spiczyn). 19.06.1946 r. w Charlężu, pow. Lubartów, oddział podając się za grupę operacyjną UB wezwał miejscowych członków ORMO na zbiórkę „dla walki z bandami”, po zgłoszeniu się 8 ormowców, wszystkich rozstrzelano. Z 31.10 na 1.11.1946 r. wraz z oddziałem por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” i sierż. Józefa Struga „Ordona” opanował w Łęcznej posterunek MO. Rozstrzelano 11 osób – milicjanta, oraz członków PPR i współpracowników UB. 26.11.1946 r. połączone oddziały „Uskoka”, „Jastrzębia” i „Ordona”, razem ok. 70 ludzi, jadąc do Chełma w celu opanowania magazynów broni KOP-wschód natknęły się w Świerszczowie na grupę operacyjna KBW. Podczas stoczonej bitwy zginęło od kilku do kilkunastu żołnierzy KBW. Oddziały partyzanckie wycofały się tracąc jednego zabitego. 5.12.1946 r., ponownie połączone oddziały „Uskoka”, „Jastrzębia” i „Ordona” przeprowadziły akcję przeciwko skomunizowanej wsi Rozkopaczew, w której zabili jednego ormowca i spalili kilka zabudowań należących do aktywistów partyjnych.

„WIKTOR”

Gdy w końcu lata 1947 r. „Zapora” podejmuje dramatyczną próbę przedostania się na Zachód – rozkazem z 12 września mianuje „Uskoka” swoim następcą. Rozkaz ten dawał Brońskiemu zwierzchnictwo nad wszystkimi innymi oddziałami Lubelszczyzny – w praktyce, zdarzały się wypadki nie do końca uzgadnianych, improwizowanych często działań. Podobnie jak „partie” z 1863 roku, również i teraz oddziały powstańcze operowały na oddalonych terenach, co nakładało na dowódców obowiązek samodzielności. I podobnie jak w 1863 roku kontakt z władzami centralnymi był dość luźny.
Dużą autonomią cieszył się walczący we Włodawskiem oddział legendarnych braci Taraszkiewiczów; jeszcze większą – oddział ppor. cz.w. – Stanisława Kuchcewicza „Wiktora”. Ten ostatni dowódca zasługuje na kilka dodatkowych słów wspomnienia. W okresie okupacji niemieckiej był zastępcą d-cy XIII plutonu, rej. I (Spiczyn) AK, mp. Łęczna. Najprawdopodobniej po wejściu Sowietów związał się z NSZ, dowodził patrolami Pogotowia Akcji Specjalnej w oddziałach „Zemsty” (ppor. Eugeniusz Walewski, zamordowany po ujawnieniu się – 3 grudnia 1945 r.) i „Boruty” (sierż. Stefan Brzuszek, 17.08.1946 r. popełnił samobójstwo, otoczony przez UB w bunkrze we wsi Kulik,pow.Chełm).
Po śmierci tego ostatniego „Wiktor” podporządkował się „Uskokowi”. Pełnił funkcję dowódcy plutonu, a następnie szefa sztabu. Był d-cą patrolu i przez pewien czas zastępcą „Uskoka”. Przeprowadził wiele samodzielnych akcji, jak również we współpracy z oddziałami ppor. cz.w. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” i Józefa Struga „Ordona”.

Głośnym echem odbiły się zwłaszcza dwie spośród jego akcji – zasadzka w lesie pod Sernikami (1 V 1947 r.) oraz pacyfikacja Puchaczowa (3.07.1947 r.), którą przeprowadził wspólnie z „Żelaznym” i „Ordonem”. Zasadzka w lesie sernickim bywała przedstawiana przez propagandę jako dokonana przez „bandytów” z WiN masakra niewinnych młodzianków wracających z pierwszomajowego pochodu, z Lubartowa. Przebieg tej akcji do dziś nie został całkowicie wyjaśniony. UB schwytała w okolicy zupełnie przypadkowych ludzi, z których torturami wymusiła zeznania, iż zasadzkę przygotowywał „Uskok”, a żołnierzy rozprowadzał jego zastępca „Babinicz” (Zygmunt Libera). W rzeczywistości żaden z tych dwóch dowódców o planowanej akcji nie wiedział. „Wiktor” postanowił ukarać chłostą szczególnie zasłużonych aktywistów ORMO i ZWM; zasadzkę przygotował na drodze, którą mieli powracać z obchodów „święta pracy” z Lubartowa. Prawdopodobnie jednak któryś z nadchodzących ormowców zauważył jakiś podejrzany ruch w lesie koło drogi i po prostu ze strachu wystrzelił. Rozpoczęła się bezładna strzelanina, w wyniku której padło 7 ormowców (niektórzy z nich byli jednocześnie w ZWM). Według innej wersji w wyniku strzelaniny zabitych zostało dwóch ORMO-wców – pozostali próbowali ucieczki, lecz zostali schwytani. Partyzanci wyselekcjonowali pięciu najbardziej gorliwych kolaborantów i wykonali na nich wyroki śmierci, spośród pozostałych – kilku poddano chłoście, kilku innym udzielono ostrzeżeń. Nie była to więc żadna „masakra”, a wyrok sądu polowego. O nocnym ataku na „czerwony” Puchaczów wypada powiedzieć więcej. O serwilizmie puchaczowian wobec „komuny” wiedziano znacznie wcześniej, choć nikt nie przypuszczał,że osiągnął wymiary zbrodni i że mieszkańcy tej wsi tworzyli komunistyczne grupy egzekucyjne. Wiadomo było, że donoszą – i właśnie donosicielstwo stało się powodem pacyfikacji tej czerwonej wsi. 26 czerwca 1947 r. o godz. 8.00 PUBP w Lublinie otrzymał doniesienie agenturalne, że w zabudowaniach Michała Króla we wsi Turowola, pow. Lublin, kwaterowało 3 partyzantów. Natychmiast zorganizowano grupę operacyjną złożoną z szefa urzędu por. Mikołaja Joszczuka, 2 pracowników i 23 żołnierzy KBW. Grupa dojechała samochodem do Puchaczowa, a następnie przemaszerowała do Turowoli. Grupę podzielono na dwie części, które okrążyły podejrzane zabudowania. Walka trwała ok. 40 minut. Partyzanci korzystając, że w wojskowym erkaemie zabrakło amunicji, ostrzeliwując się, wydostali się ze stodoły i zaczęli się wycofywać. Podczas pościgu wszyscy zostali zabici. Poległ też żołnierz KBW Antoni Zawierucha. GO zdobyła erkaem diegtariew, elkaem niemiecki, automat pepesza, 2 pistolety i skrzynkę amunicji. Poległymi okazali się być trzej żołnierze patrolu „Wiktora” (Stanisława Kuchcewicza), podległego kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”. Byli to: Kazimierz Karpik „Czarny”, Józef Król „Maryś”, Stanisław Lis „Korzeń”/”Stach”.

Bezpośrednio po zagładzie swego patrolu, „Wiktor” postanowił ukarać winnych tej tragedii. Dzięki współpracy Bogumiła Korniaka (wkrótce aresztowanego, skazanego na śmierć i straconego), mieszkańca pobliskiego Stefanowa, udało się szybko zidentyfikować sprawców doniesienia. Okazali się nimi być trzej mieszkańcy Puchaczowa. Zięć Michała Króla (u którego kwaterowali partyzanci) – Momrot – zameldował o ich pobycie partyzantów do trzech mieszkańców Puchaczowa, współpracujących z UB – Henryka Grota, Franciszka Ukalskiego i Władysława Augustowicza. Ci telefonicznie przekazali wiadomość do PUBP w Lublinie, który zorganizował obławę.

„Wiktor” postanowił szybko ukarać winnych tragedii, a ponadto postanowił wykonać wyroki na innych mieszkańcach podejrzewanych o współpracę z UB. Puchaczów był uważany za wieś silnie skomunizowaną i aktywnie współpracującą z władzą ludową. „Wiktor” nie konsultował swojej akcji z „Uskokiem” – bo zapewne nie otrzymałby na nią pozwolenia. Poza tym w bunkrze „Uskoka” przebywał wówczas mjr. cc. Hieronim Dekutowski „Zapora” – komendant oddziałów leśnych WiN Inspektoratu Lublin. „Zapora”, w związku z przedłużającą się akcją ujawnieniową , zabraniał podejmowania walk z wyjątkiem koniecznej samoobrony.

Nie mając odpowiednich sił do przeprowadzenia takiej akcji, „Wiktor” nawiązał kontakt z dowódcami oddziałów operujących na sąsiednich terenach: Józefem Strugiem „Ordonem” i Edwardem Taraszkiewiczem „Żelaznym” (obaj nominalnie także podlegali „Uskokowi”). Koncentracja oddziałów (w sumie ok. 20 partyzantów) odbyła się w Albertowie. Wszyscy dowódcy uznali, że aktywiści z Puchaczowa stanowią ogromne zagrożenie dla pozostałych grup „Uskoka”. Podczas odprawy ustalono plan akcji. Partyzantów podzielono na 4 grupy: „Wiktora”, „Żelaznego”, „Ordona” i „Bystrego” (Eugeniusza Lisa – brata poległego w Turowoli „Stacha”). Puchaczów podzielono na sektory podległe każdej z grup, a każdy z dowódców otrzymał wykaz osób przeznaczonych do likwidacji.

Cała akcja odbyła się nad ranem 3 lipca 1947 r., kiedy mieszkańcy byli pogrążeni w głębokim śnie. W jej wyniku zginęły 22 osoby (jedna ofiara zmarła później z ran). Zlikwidowano m.in. dwóch donosicieli – Władysława Augustowicza i Franciszka Ukalskiego. Trzeci z nich – Henryk Grot – tego dnia nie był obecny w Puchaczowie i uniknął śmierci. Komuniści twierdzili oczywiście, iż byli to ludzie niewinni, a podpierając się dokumentami, stwierdzali, że tylko 8 ze straconych było członkami PPR. Sprawę tej dziwnej akcji wyjaśnił Henryk Pająk w pracy „Uskok kontra UB” (1992, s. 114 – 115). W aktach UB trafił on na dokument z 25 czerwca 1952 r. podpisany przez sekretarza PZPR z Lublina, Hipolita Goraja, w którym podając nazwiska 13 spośród 21 straconych w Puchaczowie, sekretarz ów podawał, iż wszyscy wyżej wymienieni byli członkami PPR, natomiast formalnie nie byli ujęci w ewidencji członków PPR. Cała akcja była kompletnym zaskoczeniem dla mieszkańców miejscowości, niektórych z nich zlikwidowano w czasie snu. Grupy likwidacyjne wycofały się bez strat. Ponadto jeden z oddziałów partyzanckich spalił most na rzece Śwince, wiodący z Łęcznej do Puchaczowa.

Z BRONIĄ DO KOŃCA

Jak większość dowódców z AK-owskim rodowodem, „Uskok” stosował taktykę Kedywu: operował małymi „patrolami”, dla wykonania akcji wymagającej większych sił ogłaszał koncentrację kilku oddziałów, potem partyzanci rozpraszali się w terenie. On sam miał kilka kryjówek, m.in. bunkier w Dąbrówce koło Łęcznej (obecnie Nowogród), w stodole gospodarstwa Lisowskich. Bunkier ukryty był pod ziemią, wejście wydrążone było w ścianie, wewnątrz bunkra znajdowały się dwa radioaparaty i duże ilości broni. Prócz zaufanych sztabowców „Uskoka” jakiś czas spędził tu „Żelazny”, ranny podczas jednej z akcji w lewą rękę. Wtedy to spisał fragmenty kroniki swego oddziału, dzięki czemu możemy poznać nieco bliżej codzienność ostatniego z polskich powstań. Również „Uskok”, siedząc w bunkrze, dużo czytał i pisał. Pamiętniki „Uskoka” przejęte przez UB po jego śmierci, zostały odnalezione przez IPN i w 2004 r. wydane pod red. S. Poleszaka.

Kapitan „Uskok” walczył do wiosny 1949 roku. Nie został pokonany w bitwie, lecz – podobnie jak „Orlik”, „Zagończyk” i wielu innych dowódców – stał się ofiarą zdrady. Zaczęło się od amnestii 1947 r. „Uskok” nie ujawnił się, wietrząc podstęp, powtarzał za „Zaporą”, że komunistyczna amnestia jest dla złodziei. Niestety – wielu partyzantów dało się oszukać. Skorzystał z „dobrodziejstw” amnestii żołnierz z oddziału „Uskoka” – Franciszek Kasperek – „Hardy” – i w ten sposób sam oddał się w łapy lubartowskiego UB, kierowanego przez Lucjana Łykusa.
„Hardy” był wielokrotnie zatrzymywany, bito go i obiecywano karierę polityczną, aż w końcu 07.01.1949 r. podjął współpracę z UB pod kryptonimem „Janek”. Otrzymał zadanie odnowienia kontaktów z partyzantką. Udało mu się dotrzeć do swego dowódcy – Zygmunta Libery „Babinicza”, który był zastępcą kpt. Brońskiego i dowódcą jego obstawy. TW „Janek” nawiązał kontakt i podczas jednego ze spotkań „Babinicz” został aresztowany i po wielodniowym bestialskim przesłuchaniu zdradził miejsce pobytu swego dowódcy, w bunkrze pod stodołą u Lisowskich w Dąbrówce k/ Łęcznej. Ich wnuczka, Irena Dybkowska-Sobieszczańska (była już łączniczką „Uskoka”) do końca życia zapamiętała ten moment: „…Gdy ubowcy wprowadzili „Babinicza” do domu dziadków Lisowskich, poznałam go z trudem. I nawet nie jego opuchnięta, zasiniaczona twarz najbardziej mnie zaszokowała. Przeraził mnie wygląd jego bosych stóp. Były to dwie kłody! tak spuchnięte, że chyba nie istniały na świecie buty, w które by weszły te stopy! Domyśliłam się wszystkiego…”.

Rankiem 21.05.1949 r. zabudowania Lisowskich otoczyła grupa operacyjna MO, UBP i KBW. Próbowano różnych sposobów by ująć „Uskoka” żywego. Do kawy, którą Irenka miała zanieść „Uskokowi”, dodano środek nasenny, dziewczynę podprowadzono pod pistoletami do włazu bunkra. Powiedziała: przyniosłam panu kawę… To wystarczyło, by Broński odebrał kawę, lecz jej nie tknął. Normalnie dziewczyna nazywała go „wujkiem”. Potem ubecy próbowali zalać bunkier, ich dowódca wezwał z Łęcznej komendanta straży pożarnej – ten jednak miał odwagę odmówić i dać rozkaz odjazdu. Widząc zdecydowaną postawę jego i innych strażaków, ubecy nie mieli odwagi go zatrzymać. Spróbowano więc pertraktacji z „Uskokiem”. Jak zwykle kuszono wypuszczeniem albo niskim wyrokiem, jak zwykle nie miano zamiaru słowa dotrzymać. Obiecywano nawet wypuszczenie z więzień innych partyzantów i niewiele brakowało, by Broński dał się skusić choćby mało prawdopodobną możliwością polepszenia losu swych żołnierzy. Był też dziwny moment, gdy „Uskok” przemawiał z bunkra do żołnierzy z ubeckiej obławy – odwołując się do ich godności i patriotyzmu… W połowie nocy łapacze chwycili się ostatniego sposobu: kilofami i łopatami zaczęli rozwalać klepisko stodoły stanowiące zarazem sklepienie podziemnego bunkra. W dniu 21 maja 1949 r. około 9 rano byli już blisko sukcesu, gdy nagle pod nogami zakołysała się ziemia, bunkier eksplodował… Kiedy wszystko się uspokoiło, zeszli na dół. Tułów „Uskoka” – wedle relacji świadków – leżał bez głowy i rąk na pryczy, w bałaganie przedmiotów rozrzuconych wybuchem granatu. Krwawy strzęp, wreszcie niegroźny. Drastyczny szczegół – zupełne zmasakrowanie głowy – dał początek legendzie, jakoby zginął łącznik z Lublina, a sam „Uskok” wymknął się wcześniej do lasu. Jednak – jak już obecnie wiadomo – była to tylko legenda, rozgłaszana na polecenie UB przez ich agenta, najprawdopodobniej w celu przygotowania przyszłej gry operacyjnej wymierzonej w pozostałych w podziemiu żołnierzy podległych kpt. „Uskokowi”.

Kpt. Zdzisław Broński „Uskok” zginął w bunkrze w Dąbrówce, jego ciało zabrali ubecy a miejsce pochówku do dziś pozostaje nieznane. „Uskok” był odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych.

źródło: podziemiezbrojne.blox.pl

2 myśli na temat “Kpt. Zdzisław Broński ps. „Uskok”

  • 21 czerwca 2019 o 12:57
    Permalink

    Prawdopodobnie jednak któryś z nadchodzących ormowców zauważył jakiś podejrzany ruch w lesie koło drogi i po prostu ze strachu wystrzelił. Rozpoczęła się bezładna strzelanina, w wyniku której padło 7 ormowców (niektórzy z nich byli jednocześnie w ZWM). Według innej wersji w wyniku strzelaniny zabitych zostało dwóch ORMO-wców – pozostali próbowali ucieczki, lecz zostali schwytani. Partyzanci wyselekcjonowali pięciu najbardziej gorliwych kolaborantów i wykonali na nich wyroki śmierci, spośród pozostałych – kilku poddano chłoście, kilku innym udzielono ostrzeżeń. Nie była to więc żadna „masakra”, a wyrok sądu polowego.

    Dwa tygodnie po 9 maja 1945 roku samodzielny oddzał partyzantów organizuje sad i zabija 5 Ormowców, super . Słucham bzdur o żołnierzach wyklętych , walczących z ustrojem czy nie potrafiących robić nic innego niż zabijać. Trzeba było pójść do pracy, uczyć się odbudowywać Polskę a nie czekać na III Wojne Swiatową. Pewnie Ormowcy może to nie byli Ormowcy ale trzeba ich było zabić. Wykopać z cmentarzy .Brak mi słów

    Odpowiedz
    • 1 grudnia 2019 o 01:57
      Permalink

      Wlasnie wiekszosc ludzi zrobila co pan/pani wskazuje ze partyzanci powinni zrobic.

      Caly problem w pana mysleniu mozna bylo zobaczyc bardzo dokladnie po zawaleniu sie calego syfu komunistycznego PRLu. Cala ta generacja wojenna i po wojenna zostala wydojona do suchej nitki be litosci przez ludzie jaki jest pan/pani.

      Jako dziecko obserwowalem moja cala rodzine z taty strony, rodziny moich bliskich kolegow i kolezanek. Wszyscy byli zarobieni na smierc jak w Niemieckich obozach pracy, czy gdzies w gulagach, dla lepszej idei komunistycznego PRLu. To co pan proponuje to jest totalitarna utopia komunizmu.

      Mogę się tylko domyslec ze jest pan/pani bardzo intelektualnie zacofana i ze brak panu/pani jakich kolwiew umyslowych mozliwosci niezaleznego myslenia. Z tego tez powodu, pan/pani, wlanie potrzebowal/potrzebuje systemu PRLu aby bez karnie dalej pan się znecal nad durgim czlowiekiem, jak przystalo na pozadnego UBeka.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *